Właścicielem serwisu internetowego
i wszystkich materiałów w nim zawartych jest Polski Klub Alpejski.
Zdjęcia w galeriach są chronione odrębnym prawem autorskim.
W długi czerwcowy weekend wsiadamy w „Alpejski Express”. Pierwszym jego celem są włoskie Dolomity i „błyszcząca Marmolada”. W piątek wcześnie rano, w pełni uzbrojeni w raki, czekany i inne, wychodzimy na szlak – najpierw stromo pod górę, potem malowniczą doliną do schroniska Contrin. Nieco powyżej zaczyna się śnieg, którego potem jest tylko więcej. Z przełęczy już via ferratą, granią po skałach i śniegu pniemy się w górę. Tam gdzie stalowe liny są zasypane, zakładamy poręczówki. Na szczyt już tylko śniegiem i w pełnym słońcu. Podziwiamy wspaniałą panoramę pionowych skalnych ścian, ostrych turni i błyszczącego lodowca – stoimy na najwyższym wierzchołku Marmolady – Punta Penia na wysokości 3343m. W drodze na szczyt nie spotykamy nikogo, szlak jest pusty, na górze jest zaledwie kilka osób, które weszły z innej strony. Sądząc po śladach, a raczej ich braku, jesteśmy chyba pierwszymi alpinistami, którzy w tym sezonie pokonali taką drogę. Zaskoczyło nas również zamknięte na dwa spusty schronisko na dole – tu też sezon się jeszcze nie rozpoczął.
Po jednodniowym odpoczynku, w niedzielę znów wstajemy w środku nocy by tym razem wspiąć się na Triglav. Najpierw 10 km samochodem doliną Vrata, potem 2 godziny na przełęcz Luknja, a stamtąd już drogą częściowo ubezpieczoną wspinamy się w górę – czasem niemal pionowo, tu również zalega jeszcze sporo śniegu. Pogoda jak marzenie i widoki na okolice są cudowne. Zdaje się, że tu również przed nami chyba dawno nikt nie szedł. Minęło południe gdy jesteśmy na szczycie. Droga powrotna pod Aljażev Dom prowadzi z drugiej strony góry.
Wracamy zmęczeni i zadowoleni – „alpejski express” zawiózł nas na dwie całkiem wymagające góry, a w promieniach palącego słońca cała ekipa sprawdzian kondycyjny zdała na piątkę!